Nie marzyłam o byciu pisarką

– Czym jest dusza, co robi w tym wymiarze i czy istnieje inny, do którego przenosi się po śmierci. Myślę, że to szczególnie ważne w czasach, kiedy sprowadzona do statystyki śmierć codziennie krzyczy do nas z wszelako pojętych mediów, a wiara w tradycyjnym znaczeniu jest poddawana różnym próbom – mówi serwisowi wtonacjikultury.pl Małgorzata Rogalska, która wydała właśnie powieść pt. „hTraE 2120 – Lekcja”?


Kamil Piłaszewicz: W „hTraE 2120 – Lekcja” czytelnicy widzą współczesny świat oczami bohaterów z przyszłości. Tylko właśnie, kto jest w lepszej sytuacji?

Małgorzata Rogalska: Zdecydowanie my, bo mamy moc zmiany przyszłości, która jest dla nich przeszłością. Teraz decydujemy, jak będzie wyglądał świat naszych wnuków i prawnuków, bo tak możemy umiejscowić w czasie hTraEn… być może dlatego próbują się z nami skontaktować… (śmiech)  

W zasadzie, dzięki tej książce można uzmysłowić sobie, jakie jest znaczenie czasu i jego roli, a także wpływu na naszą rzeczywistość. Tylko właśnie, o ile umiemy określić chwile minione, planowane, tak jakimi słowy oddać rzeczywistość?

– Dla mnie rzeczywistość czy teraźniejszość jest wynikiem przeszłych decyzji, ale jednocześnie ma moc zmiany przyszłości. Zaczynając od najprostszych przykładów: to tu i teraz decyduję, czy za rok będę okazem zdrowia, czy choroby, czy nauczę się czegoś nowego, co być może stworzy podstawy do poprawy mojej sytuacji materialnej lub zawodowej, czy też nie. Czy pozwolę rządzącym politykom na wprowadzanie „niewinnych” ograniczeń, które w przyszłości doprowadzą do dyktatury lub wojny… Codziennie „teraz” decydujemy czy za 100 lat obudzimy się w świecie z mojej książki. Tu i teraz ma ogromną moc zmiany życia, nad którą się na co dzień nie zastanawiamy. Być może dlatego, że patrzymy na szczyt góry schodów do pokonania, zamiast powiedzieć sobie, że dzisiaj wejdę tylko na pierwszy stopień, zrobię jeden krok, tylko tyle będę od siebie wymagać tu i teraz.

Dopytuję, bo w „hTraE 2120 – Lekcja” spotykamy się z pięcioma swego rodzaju lekcjami o różnych wymiarach człowieczeństwa. Rzeczywiście jest tak, że biologia, historia, fizyko-chemia, czas i miłość to czynniki, które determinują życie, nie tylko ludzkie, na tej planecie?

– Biologia to zdrowie psychiczne i fizyczne, a to, czym karmimy ciało i umysł wpływa na jakość życia, na to, kim jesteśmy, jaki kreujemy wokół świat (ekologicznie, politycznie itp.). Rozumienie historii pozwala widzieć, kiedy przodkowie oddalali się od człowieczeństwa… A hTraEnie analizują ją pod kątem psychologii i socjologii, by zrozumieć, co do tego doprowadziło. Fizyka i chemia pozwalają ulepszać lub niszczyć świat, a także lepiej rozumieć to, co nienamacalne, np. energię, wszechświat. Współczesna fizyka nieśmiało zaczyna badać pojęcia duszy i świadomości, czyli to, co czyni nas ludźmi. Te dziedziny w ogólnym zarysie budują kwintesencję człowieczeństwa, dlatego też na takie lekcje podzieliłam losy Ziemian widziane oczami hTraEn.

O ile z pierwszymi czteroma punktami stycznymi nie sposób dyskutować, tak w naszym otoczeniu regularnie obcujemy z singielkami/singlami. Także dlaczego musi dojść jeszcze miłość jako element składowy, by dopełnić przekaz o wymiarze człowieczeństwa?

– Fakt, dużo się mówi o miłości w kontekście relacji damsko-męskich, za mało w kontekście ludzi, świata, duchowości. Film „Avatar” idealnie pokazuje kontrast pomiędzy życiem w harmonii i miłości do świata, a ludzkimi zapędami, by sobie kogoś (innych ludzi, całe narody) lub coś (naturę) podporządkować. Może właśnie na tym polega nasz błąd? Dlatego miłość do świata i ludzi uczyniłam najważniejszym przesłaniem tej książki.

W kontekście damsko-męskim podporządkowana algorytmom i aplikacjom miłość staje się naszą dobrowolną rzeczywistością – na hTraE poszłam o krok dalej, czyniąc algorytm jedynym sposobem na miłość. hTraEnie nie muszą szukać swojej drugiej połówki, po osiągnięciu 21 konstelacji (lat) otrzymują „na tacy” idealnie dopasowanego wybranka – całkiem wygodne, ale czy to wystarczy? Czy na tym polega człowieczeństwo? Czy może są zaprogramowanymi robotami w ewolucyjnie zaawansowanych ludzkich ciałach? Na to każdy czytelnik musi odpowiedzieć sam.

Miłość jest takim uczuciem, które trudno wytłumaczyć. Czasem kochamy kogoś mimo że logicznie to nie ma sensu, kochamy zwierzęta, przyjaciół, idoli, darzymy miłością tych, którzy odeszli mimo, że nie służy to naszej psychice. Myślę, że to miłość jest kwintesencją człowieczeństwa, to ona odróżnia nas od logicznych, kalkulujących robotów.

fot. Witold Boczewski

Notka prasowa od wydawnictwa BookEdit głosi, że ten tytuł to: „społeczna refleksja ubrana w fikcyjną opowieść o nadziei i dążeniu do zrozumienia tego, że ludzi wciąż więcej łączy, niż dzieli”. Ile w niej jest fikcji, a ile realizmu?

– Myślę, że na to pytanie najlepiej odpowiedzą przyszłe pokolenia. Każdy rozdział jest zakorzeniony w naszych realiach, które rozrastają się w drzewo fikcji lub jeśli ktoś woli – nadinterpretacji. Zaledwie rok temu pisząc rozdział „Wojna o dusze” porównywałam upadek Cesarstwa Rzymskiego do stworzonego na potrzeby fabuły upadku cywilizacji zachodniej, który miał się przyczynić do ucieczki na hTraE. Myślałam wtedy, że spotkało nas już wszystko to, co Cesarstwo Rzymskie przed upadkiem (korupcja, inflacja, pandemia, itd.) poza najazdem wrogów, którzy czekali na osłabienie Cesarstwa, by je zaatakować… Gdy odpowiadam na to pytanie, Rosja zaatakowała Ukrainę, a Chiny szykują się do przywłaszczenia sobie Tajwanu… akurat w momencie, gdy cały zachodni świat jest skłócony i osłabiony… Czy rzeczywiście ten, kto nie zna historii skazany jest na jej powtarzanie?

Pytam, bo kiedy oglądałem wszystkie części Resident Evil i tam mówili o wirusie zagrażającym ludzkości, byłem zdania, że to fantastyka, a tymczasem… (śmiech)

– Uwielbiam Resident Evil, to jeden z nielicznych filmów z tego gatunku, który naprawdę mi się podoba! Jako Millenials pamiętam jak zegarek, z którego można odebrać połączenie/wiadomości był „niemożliwym” gadżetem Jamesa Bonda. Albo jak kolega w Londynie namawiał mnie do założenia konta na „takim nowym, fajnym portalu dla znajomych zwanym Facebookiem”. Teraz Facebook wpływa na to, co ludzie myślą o świecie, co kupują i jak głosują w wyborach. Wkrótce jako Meta pozwoli nam żyć w wirtualnym świecie. Mnie, starego Millenialsa to przeraża (śmiech), ale znam wielu młodych ludzi, których to cieszy, całe pokolenia, które urodziły się z telefonem w dłoni, które pewnie będą uważały, że super jest się porozumiewać w myślach, albo bez tego nie będą mogły zaistnieć na rynku pracy… Jesteśmy bliżej hTraEn, niż nam się wydaje. Patrząc na to, jak bardzo zmienił się świat w tak relatywnie, ewolucyjnie i historycznie krótkim okresie, obawiam się, że wszystko jest możliwe – również panujący na hTraE technologiczny kolonializm.

Może kiedyś pojawią się nagłówki „2120 – książka, która przewidziała przyszłość!” i wszyscy będą wracać na hTraE (śmiech). Wyprzedzając przyszłość, powiem, że nie mam zdolności jej przewidywania, po prostu dużo czytam, słucham, oglądam i łączę wątki. Większość rzeczy, które opisuję jest dostępna do sprawdzenia w Internecie… i w licznie dostępnych w książce przypisach (śmiech).

W swojej książce Pani również zaprasza odbiorcę do zastanowienia się nad różnymi wymiarami, ale nie tylko człowieczeństwa. Dlaczego nasza egzystencja nie zawsze się łączy z wymienionym wcześniej wymiarem?

– Często zastanawiam się nad tym, czym jest dusza, co robi w tym wymiarze i czy istnieje inny, do którego przenosi się po śmierci. Myślę, że to szczególnie ważne w czasach, kiedy sprowadzona do statystyki śmierć codziennie krzyczy do nas z wszelako pojętych mediów, a wiara w tradycyjnym znaczeniu jest poddawana różnym próbom. Myśl, że nie jesteśmy tu na chwilę i nie odchodzimy stąd na zawsze, nadaje głębszy sens życiu, bez względu na to, jaką religią jest podsycona. Dlatego, kiedy racjonalni i pełni naukowej wiedzy bohaterowie zaczynają doświadczać tego, co ze względu na działanie linka (nanorobota, który kontroluje ich umysły) wydaje się niemożliwe, ich świat wywraca się do góry nogami – zresztą tak samo, jak wywróciłby się nasz świat, gdybyśmy nagle uzyskali niezbite, niekwestionowane dowody na życie po życiu.

Astronauci w wywiadach często opowiadają, że spojrzenie na Ziemię z kosmosu powoduje pewien rodzaj metafizycznego przeżycia, wręcz euforii, miłości i zrozumienia, że jesteśmy jednością na tej małej planecie w tym ogromnym, zimnym i mało przyjaznym wszechświecie, że nie ma o co walczyć i powinniśmy połączyć siły… Ich wypowiedzi świetnie obrazują, że istnieje coś większego niż nauka i to, co zrozumiane i sprawdzone. Znam kilku światowych przywódców, których przydałoby się wysłać na orbitę… a jeśli nie zrozumieją to ich tam zostawić (śmiech).

Największe i najlepsze światowe uniwersytety zajmują się badaniem tego, co nienamacalne, np. snów, świadomości, doświadczeń ze śmierci klinicznej. Dla mnie są to o wiele bardziej fascynujące tematy niż kłótnie polityków w wieczornych programach informacyjnych. Nauka bez względu na to, czy bada zjawiska fizyczne, czy nie fizyczne daje moc i nadzieję, polityka ostatnio ją odbiera, więc wybieram przekazywać w książce to pierwsze.

Bardzo ważne było dla mnie, żeby w historii bohaterów znalazł się aspekt metafizyczny, nadzieja na coś większego, niż bałagan, w którym obecnie żyjemy, z jednoczesnym przekazaniem czytelnikowi poczucia sprawczości nad własnym życiem. Ten, kto przeczytał część V „Lekcje miłości”, już wie, co mam na myśli.

Patrząc z perspektywy autorki, to, w jakim stopniu prawdziwe jest stwierdzenie, że: „To nie człowiek się zmienia, tylko narzędzia, jakimi się posługuje”?

– Odpowiem, używając dość kontrowersyjnego przykładu. Teorie spiskowe istniały od zarania dziejów, również w erze Internetu – strefa 51, płaska Ziemia, WTC, zabójstwo Kennedy’ego – filmiki na te i inne tematy widniały na YouTube i 5 i 10 lat temu, jednak nigdy nie powodowały takiego zamieszania, jak w ostatnich dwóch latach. Co się zmieniło? Technologia, algorytm, zasięg, który uczynił z nich broń masowego podziału. Broń w zewnętrznej lub wewnętrznej wojnie informacyjnej. Broń, która wpływa na nasze decyzje i wybory – także polityczne. Zmieniły się wykorzystujące psychologię, socjologię i nasze największe sekrety narzędzia propagandy, a nie ludzka chęć jej szerzenia. Algorytm Google zna nas lepiej niż my sami. Polecam posłuchać, co na ten temat mówi lub pisze w książkach prof. Uniwersytetu Harvard Shoshana Zuboff.  

Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek musimy być świadomi tego, czym karmimy umysł, nawet jeśli z ludzkiej ciekawości klikniemy coś kontrowersyjnego, pomyśleć potem „A to ciekawe”, zamiast iść na krucjatę z całym światem. Nie wiemy, w czyjej wojnie informacyjnej walczymy, ale możemy przewidzieć, że jej ofiarami będą często najbliżsi nam ludzie. Dlatego w rozdziale „Skąd wiesz” staram się pomóc rozróżnić wiarę od wiedzy. Wiedza jest tym, co sama zobaczyłam, doświadczyłam, sprawdziłam. Reszta to wiara bądź jej brak… wiara w czyjeś słowa, zaufanie do czyiś intencji. Wierzymy, bo nie mamy wyboru, nie możemy wszystkiego sami zrobić, ani sprawdzić, dlatego staram się nie upierać przy czymś, czego nie mam możliwości w 100% sprawdzić, a na pewno nie zamierzam ponosić w związku z tym strat w bliskich mi ludziach.

Sięgając po tę pozycję, spotykamy się również z sytuacjami, które wedle praw logiki nie powinny się wydarzyć. Dlaczego tak ważną rolę odgrywają sny każdej żyjącej istoty?

– Podobno Stephenie Meyer wyśniła sobie Edwarda, Bellę i początek Sagi Zmierzch… Ja też poniekąd wyśniłam hTraE. Od zawsze miewam bardzo bogate i szalone sny, które czasem przypominają mi się na jawie. Czasami je zapisuje, wracam do nich, zastanawiam się, o co chodziło. Dla mnie sny są czymś niewyjaśnionym, ale jednocześnie niezwykle ciekawym… ponieważ nie znalazłam ich wyjaśnienia w realnym świecie, postanowiłam je zinterpretować w treści książki.

Ciąg dalszy na portalu W Tonacji Kultury: https://wtonacjikultury.pl/2022/03/03/wtonacjirozmowy-malgorzata-rogalska-nie-marzylam-o-byciu-pisar...